E-mail Hasło Zapamiętaj mnie Zapomniałem hasło | Nie masz konta?
Aktywni mieszkańcy: 781 | Wszyscy mieszkańcy: 29707 Odwiedziny dziś: 42 | Wszystkie odwiedziny: 1792701


<---->Wdowa Fraa (51)



Rangi:
  • Mieszkanka
  • Karczmarka

Wiek: 1075
Rasa: Jaszczuroczłek
Klasa: Mag
Płeć: Kobieta
Wyznanie: Anea
Poziom: 3
Wdowa Fraa








Jesteśmy nieformalną grupą, która docenia wartość gry fabularnej.
W odróżnieniu od naszych poprzedników nie szykanujemy tych nie-klimatycznych, nie zachowujemy się agresywnie, nie patrzymy na nie-fabularnych z politowaniem, pogardą czy z wyrazem potępienia.
Nasz szacunek do gry fabularnej osiągamy poprzez narzędzie zdecydowanie bardziej ambitne i wymagające: poprzez własną postawę.


- Nasze postacie trudnią się przeciętnymi, zwyczajnymi zawodami zupełnie różnymi od profesji epickich (Łowcy Wilkołaków, Arcymagów, Mistrzów Cienia etc.). Ich pobudki są proste, naturalne, ludzkie: stanowią skrajność dla bohaterskich czynów wziętych z epickich opowieści (np. Władca Pierścieni, saga Dragonlance, świat AD&D)
- Z reguły skupiamy się na tym by postacie odznaczały się szczególnymi cechami charakteru i to jest dla nas priorytetem. Postacie nie posiadają specjalnych zdolności czy nadnaturalnych umiejętności a nawet jeśli, to są one uciążliwe i stanowią jednoznaczną wadę.
- Poprzez nasze postacie tworzymy świat, który realizmem jest jak najbardziej zbliżony do świata rzeczywistego (oczywiście odpowiedniej epoki).
- Każda z postaci jest ściśle zależna od informacji podanych w statystykach (płeć, rasa, klasa, poziom).
- Nasze postacie są przemyślane i wykrystalizowane. Nie wymyślamy tych postaci na bieżąco: jesteśmy konsekwentni w ich odgrywaniu. Gracz, należący do tej grupy, gwarantuje zabawę na porządnym fabularnym poziomie.
- Nasze postacie jak najmniej korzystają z udogodnień jakie umożliwia magia i traktują ją z ogromnym szacunkiem (nierzadko z bojaźnią). Bohaterowie którzy parają się nią zawodowo używają jej z rozmysłem tylko w razie absolutnej konieczności. Każde wykorzystanie umiejętności magicznych wiąże się z zapłatą sporej ceny (ryzyko sprzężeń, spaczeń czy deformacji, niepowodzeń w splataniu magii, wyczerpanie fizyczne).
- Zwracamy uwagę na obywatelstwo danej postaci: z jakim miastem jest związana (o ile z jakimś jest) i w czasie grania bierzemy pod uwagę wynikające z tego tytułu profity i przeszkody.
- Profil naszych postaci jest źródłem wielu prawd o prowadzonym przez nas bohaterze: rozpisany jest wyczerpująco i treściwie. Informacje tam zawarte nie są jednak wyłożone jasno i dokładnie: często to treści niejednoznaczne i mętne.
- Jesteśmy gotowi odpowiedzieć na pytania graczy (tym samym zachęcając do odwiedzania Pomocy, FAQ i FAQ Fabularnego)


Nasze postacie są tworzone na wzór osób z naszego otoczenia: nic nie przychodzi im łatwo i bez wysiłku, każdy drobny sukces jest okupiony poświęceniem i pracą. Każda z nich ma zalety i wady, każda ma swój talent który rozwija zaniedbując inne zdolności. Każda ma przywary i cechy pozytywne które wzajem się równoważą. Każda ma kłopot który musi dźwigać i, po prawdzie, każda ma swoje cele, marzenia, problemy które są szare i pospolite. Zastanów się więc graczu, czy zamiast dzielnym rycerzem nie chcesz grać pospolitym strażnikiem miejskim. Czy zamiast wszechpotężnym magiem nie pograsz skromnym skrybą. Miast księcia nocy i cieni nie będziesz odgrywać podrzędnego pasera. A może odrzucić perspektywę zostania mistrzem gildii i odegrać postać wiejskiego kowala. Granie postacią niskiego szczebla pozwala zrozumieć, że problemy takiej postaci są zdecydowanie barwniejsze.

Manifest tworzony na podstawie:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Low_fantasy




! Zanim wejdziesz do karczmy:
Serdecznie zapraszam do profilu Oposa - zakładka "El karczemnie"






Zanim poprosisz o pomoc:

Sztab ludzi wciąż dopracowuje takie fikuśne bajery, jak:
- FAQ (menu "Nawigacja", na dole)
- Fabularny FAQ (pod "FAQ" )
- Pomoc (pod "Fabularnym FAQ" )
- Oropedia ( http://oropedia.orodlin.pl )

Dlaczego by tego nie uszanować? Zanim zadasz pytanie na poczcie, sprawdź czy odpowiedzi na to pytanie nie ma w którejś z pomocy. Czytanie naprawdę nie boli.

! Jeśli sprawdziłeś/sprawdziłaś i nadal nic, to chętnie odpowiem na pytania i wątpliwości.

PS. Odpowiadam na pierwsze pytanie: nie, nie dam pieniędzy.





Fabuła nie polega na kaleczeniu języka polskiego. Oto jak większość dzieci wyobraża sobie fabularną grę:
Właśnie tak
No niby ortografia zachowana... Niby starannie... Nawet zdaje się, że ma to jakąś treść. Chociaż ze względu na jawną wojnę, wydaną poprawnej polszczyźnie, trudno do niej dotrzeć. Otóż mam nowinę: można płodzić tego typu mHroczne, niegramatyczne brednie, ale nie jest to obowiązkiem i nie jest to jednoznaczne z fabularną grą. No, chyba że kolejny raz mam się popłakać ze śmiechu czytając czyjś profil. ;]







~~ Polemika ~~

Wielokrotnie na Orodlinie widziałam cytowany tekst:

"Pamiętajcie, że rasa i klasa ma oddawać waszą osobowość. Wiem, że każda dziewczyna chce być piękna i parać się szlachetną sztuką magiczną, więc wybiera elfa i maga. Mężczyźni w dużej mierze chcą być silni i wytrwali, więc wybierają krasnoluda wojownika. Ale co z tego jeśli później jak się włazi do karczmy widzi, że elfka wali głową w ścianę i tarza się po podłodze, a krasnolud mówi "umyj się"? Jeżeli to ma być Role Play to odgrywajcie swoje postacie odpowiednio, a najlepiej twórzcie takie, jacy naprawdę jesteście." by Orish"

Pragnę więc wyrazić swoją opinię co do tej, hołubionej przez niektórych, tezy.

Otóż:
- "Wiem, że każda dziewczyna chce być piękna i parać się szlachetną sztuką magiczną, więc wybiera elfa i maga. Mężczyźni w dużej mierze chcą być silni i wytrwali, więc wybierają krasnoluda wojownika." - bzdura. Wcale nie każda i nie każdy (liczne przykłady mamy na Orodlinie - kobiety grają krasnoludzicami, drobiem, a mężczyźni wcielają się w oposy lub owoce cytrusowe). Jeśli Autor/Autorka cytowanego tekstu wie, że każda chce być piękna..., to gratuluję bycia domorosłym psychologiem. Ale to błędne założenie. A co najmniej nieprecyzyjne wyrażenie. Powinno być ewentualnie: "przypuszczam, że część dziewczyn chce...".

Ponadto jeśli dziewczyna chce być piękna, to niech zacznie uprawiać sporty i machnie sobie fryzjera - bo wcielenie się w elfkę w grze mmorpg urody jej nie doda. Odgrywanie wiecznie samych piękności świadczy wyłącznie o braku dystansu do siebie i o potrzebie dowartościowywania się na siłę. Przykre. Ale jakoś mnie nie wzrusza.

Jedźmy dalej:

"Ale co z tego jeśli później jak się włazi do karczmy widzi, że elfka wali głową w ścianę i tarza się po podłodze, a krasnolud mówi "umyj się"?" - a tutaj pojawia nam się piękne gloryfikowanie nudnej i stereotypowej gry. Jeśli elfka - to musi być zwiewna, przepiękna i wyniosła. Jeśli krasnolud - to brudny, napakowany i gbur. Jakże wąskie spojrzenie na te rasy! Gdzie Tolkien pisze, że krasnoludy były brudne? Gdzie Pratchett pisze, że elfy były przepiękne? One wydawały się takie, mimo że wcale takie nie były. A u Sapkowskiego? To ci najpopularniejsi autorzy. Nie chce mi się wyszukiwać innych przykładów. Tym niemniej faktem jest, że literackich wizji każdej z ras pojawiających się w fantastyce jest mnóstwo. I nic nie stoi na przeszkodzie, żebym miała swoją własną wizję, oryginalną. Nie ma powodów, żeby moja elfka nie miała być obłąkana i w napadach histerii nie tarzała się po ziemi. To jest, moi mili, brak wyobraźni. Tymczasem naprawdę nie ma potrzeby grania wedle jedynej słusznej, odgórnie narzuconej wizji. Owszem, jedno jest wskazane - jeśli już wcielam się w postać, to należy odgrywać ją konsekwentnie. Ale to zupełnie inna sprawa.

I na koniec:

"Jeżeli to ma być Role Play to odgrywajcie swoje postacie odpowiednio, a najlepiej twórzcie takie, jacy naprawdę jesteście." - jak już pisałam: "odpowiednio" nie jest równoznaczne z "tak jak JA wyobrażam sobie elfy, krasnoludy itp.". Prędzej już zrównać należałoby to "odpowiednio" z "konsekwentnie". A zakończenie tego tekstu to już mój ulubiony kwiatek: bo - na bogów! - po cóż tworzyć mi taką postać, jaka naprawdę jestem? Gdzie tu miejsce na "Role Play", o którym mowa jest linijkę wyżej? Jaki sens ma odgrywanie siebie? Jaki urok? Cóż to za wyzwanie? Gdzie tu ćwiczenie wyobraźni?

Nie, moi mili. Ten tekst jest tyleż nieprzemyślany, ile naiwny. Skupia się na promowaniu stereotypowej, nudnej gry, gdzie nie ma miejsca na puszczenie wodzy fantazji. Zawęża świat fantasy do monotonnego odtwarzania klimatu stworzonego przez jednego pisarza, zabijając wyobraźnię i wszelkie przejawy oryginalności czy humoru.

A to nie o to chodzi.

~~Koniec polemiki, dziękuję za (nie)uwagę ~~






Cytat z piwnicy:

*Elfka o czarnyhc jak noc włósahc i ubraniu,do piwnicy zeszła.Miała czarne oczy czrabe włósy oraz czarne ubranie.Nie była tylko Elfka lecz cyzmś więcej....*

Koniec cytatu.

Pointa? Jeśli bawimy się w klimat, patrzmy przynajmniej, w które klawisze trafiamy i czy przypadkiem nie piszemy wciąż tego samego. Mówię zdecydowane NIE tandecie i odwalaniu fuszerki. Najpierw nauczmy się posługiwać polszczyzną, a później bawmy się w literaturę.


*poprzedni profil, po długich poszukiwaniach, wreszcie odnalazł Ostrowskiego i teraz z Nim baluje*


Ostrowski (wróć) !
- by Timmy -








Część I – Dawne Dzieje

Przechodząc przez Forum, dostrzegasz budynek pokaźnej kubatury, wychylający się dumnie zza gmachu Poczty. Z okien sączy się ciepłe światło lamp naftowych, a do Twoich uszu dochodzą krzyki i śmiechy.
Kierujesz swoje kroki do budowli – coraz bardziej widoczny staje się szyld. Spróchniałe drewno chwieje się na wietrze, a spod mchu wyziera napis, z którego odlazła już część farby: „Pod Rozpasanym Korniszonem”. Niechybnie uznajesz, że brzmi to tak kusząco, iż po prostu muuuusisz spróbować wejść do środka.
Jakby na Twoje życzenie – drzwi otwierają się.
Jakby nie do końca na Twoje życzenie – wprost w Twoje ramiona zostaje z wewnątrz wypchnięty chwiejący się elf, który stwierdza, że pragnie Cię tu i teraz i zaczyna Cię rozbierać, zionąc Ci prosto w nozdrza wczorajszym piwem i mielonką. Na szczęście (...?) z lokalu wypada wysoki mężczyzna o pokancerowanej twarzy i rozbieganym spojrzeniu, który chwyta Twego amanta za poły przykrótkiej koszuli i odrzuca w rynsztok.
- Włazi. – mruczy do Ciebie nieznajomy wybawiciel i wskazuje drogę do środka.

Wchodzisz oto do karczmy.

Uderza Cię przemieszany zapach grzanego wina, przypalanej sierści i kamionkowy dzban. Pod nogami przebiega Ci częściowo oskubana kura, a za nią z toporem biegnie prosto na Ciebie rozszalały krasnolud z pianą na ustach.
-WAAAAGH!! – krzyczy brodaty karzeł, na co pokornie odskakujesz mu z drogi, mimo że masz ochotę porozmawiać z nim na ten temat.
Rozglądasz się po karczmie.

Na lewo widzisz Zaułek Ciemnych Kątów. Siedzą tam głównie elfy, których uszy wystają spod kapturów. Choć znajdzie się wśród nich krasnal, ale słabo to widać, bo w mroku tylko czubek hełmu wyziera nieśmiało ponad blat stołu. Piją trunki z wielkich kufli i w większości milczą. Jeśli coś mówią, to przyciszonym głosem. Tu i ówdzie migną zęby w ironicznym uśmiechu.

Na prawo z kolei Twoim oczom ukazuje się las... wróć. Twoim oczom ukazuje się Jasna Strona Mocy. Trudno wymienić wszystkich, których możesz wyszukać w tłumie. Po stolikach skacze wiewiórka z nadpalonym ogonem. W ślad za nią pląsa potężny błękitny jaszczuroczłek z ogromnymi skrzydłami, którymi zmiata otaczających go gości karczmy razem z krzesłami i częścią stołów. Na żyrandolu powyżej buja się opos z wielkim, puszystym ogonem, trzymający w łapce blaszany kubek z cieczą brunatnego koloru. Przy którymś ze stołów siedzi wysoki elf w koronie i o niewesołym wyrazie twarzy, pstrykający co jakiś czas palcami, spomiędzy których wystrzeliwuje ku sufitowi coś w rodzaju pioruna. Obok mężczyzny siedzi młoda elfka, szarpiąca go za rękaw i wołająca:
- Nianiu, nianiu! Naucz mnie tego!
Na innym stole stoi kolejny elf, wołający gromko:
- Trucizny! Najlepsze trucizny z dynallki! Szybka, łatwa i przyjemna metoda na pozbycie się niechcianych sąsiadów, ich psa i chomika! Stosowana w niewielkich ilościach wzmaga potencję!
Potężna jaszczuroczłeczka leży między ławami, na ogon ma nawleczoną koronę i pochrapuje cicho (czyli lekko zagłuszając odgłos lawiny spadającej na biednego górnika wśród szczytów Kazad-nar).
Elfka... w sile wieku woła potężnym głosem:
- A niech się pierdzi mi tutaj!
Przy ladzie stoi brodaty elf z opaską na jednym oku i z ogromnym... kuflem piwa.
- Harrrrr, harrrrr! – poraża Cię jego elokwencja.

Wtedy Twój zmysł węchu zostaje na zawsze okaleczony przez nadzwyczaj oryginalną mieszankę zapachową, której pojawieniu się towarzyszył (pierd) i szaleńczy śmiech.
-Hiaigaiaiaigaiagigagiaaggahahghaahha!!!!!!!

Ostatnie co pamiętasz zanim się przewrócisz i stracisz przytomność (by obudzić się nazajutrz rano bez broni i sakiewki, za to z piramidalnym bólem głowy), to rzut oka na wprost – a tam lada, pod ścianą wysoka półka z butelkami i kuflami, a między tym wszystkim Karczmarka w zielonej kiecce, zaplamionym fartuchu, ze zniszczonymi, długimi włosami, wycierająca brudny kufel takoż brudną ściereczką, nucąca zgrzytliwym głosem:
- Zaprawdęęęę powiaaadaaaam waaaam, nie ma takiej szaaajkiii jak taaaaaa...!





Nad ranem, zanim jeszcze cokolwiek zobaczysz, słyszysz dwa głosy. Jeden z nich, przypominający nieco dźwięk zepsutego młynka do kawy, należy do rozczochranej Karczmarki z poprzedniego wieczora. Drugi – charczący i niski – do mężczyzny, który wpuścił Cię do knajpy.
- Co to tu jeszcze robi? – pyta zirytowana kobieta.
- Abo żem łapał hobbita, co wssszyssstkim po kiessszeniach ssszperał. Nie zauważyłem.
- Słuchaj no, jeśli potrzebne ci wsparcie, to poszukamy. Widzę, że sobie nie radzisz.
- A dali mi do wora, żadnego wsssparcia nie chcę. Ino ten hobbit...
- Stary, ty mię tu hobbitem oczu nie mydlij.
- Te, fartussszek ino wdziała i już nie wiadomo jaka mundra.
- Nie, przyjacielu. Ino jak masz jakieś problemy, to wołaj. Zaradzimy coś. A teraz wywal tę sierotę, jak ja mam tu podłogę umyć, jak mi toto zalega całą noc?


Czujesz wstrząs, ktoś Cię chwyta za ręce i wywleka z karczmy. Kontakt z mętną wodą o oryginalnej woni w ścieku szybko przywraca Ci przytomność. Zrywasz się na równe nogi.

Przed Tobą stoi wykidajło spod „Rozpasanego Korniszona” i spokojnie pali papierosa, pachnącego brudnymi skarpetami i paloną sierścią trolla górskiego. Nie zwraca na Ciebie uwagi, zapatrzony gdzieś w miasto. Nagle odwraca się do Ciebie i przemawia ponurym głosem:
- Czego sssię gapi?
Odpowiadasz. On na to:
- Trza było pilnować sssakiewki. – mężczyzna rechocze przez chwilę rzężąc – Jak sssię nie upilnowało, to nie marudzi tera. Tu nikt pilnować cudzego dobytku nie będzie. Każdy ma ssswoją robotę.

Tu masz kilka wyjść. Możesz po prostu odejść. Możesz postawić rozmówcy piwo. Możesz też powiedzieć:
- Taa. Karczmarka stoi se i se zawodzi. Robota, że ho ho!
I jeśli wybierzesz tę drogę, mężczyzna uraczyłby Cię krótką historią z życia wziętą. Brzmiałoby to mniej-więcej tak:

- Ty ssse na obsługę nie marudzi, co? Bo w takiej dziurze, to ja bym nie chciał piwa podawać, choćby mi płacili. A jej nikt nie płaci. Ot, po prossstu dawno temu przylazła dziewucha do Altary, diabły ino wiedzą ssskąd, i possstanowiła zassstąpić ssstarego. Bo widziała, że ssstary klientów denerwuje. I że za dużo kufli sssię marnuje, jak w niego rzucają. A młodą kowalką wtedy była. Ino biegała między kuźnią a karczmą. I nikt jej nie płacił, mundralo. Potem ssse rzuciła rzemiosssło i walczyć zaczęła. I znów: karczma-arena walk. Ty ssse myślisz, że to łatwo? No to dobrała ssse wsssparcie, teraz to więcej tych Karczmarek jessst. Gdyby nie ona, to by żadnej nie było. – wykidajło splunąłby i przydepnął niedopałek – Ino niech ona tego nie usssłyszy. Bo mię tu imidż runie. Że chwalę. Ale ktośśś musi czasssem. Później przy garach utknęła, ale na krótko sssię babrała w alchemii. Wróciła do walki. Ma dośśść zajęć. I życie prywatne też. I dom. Nie będzie ci twojego złota pilnować. Pilnuj ssse sssamodzielnie. Albo zacznij płacić. – po tych słowach mężczyzna smarknąłby w rękaw i wrócił do karczmy.

Ale bez względu na ten potencjalny przerywnik...

Wtem słyszysz od strony „Rozpasanego Korniszona” złowieszcze (pierd). Znasz to. To już było. Wczoraj wieczorem. Chcesz uciekać, ale fala tego (pierd)a z karczmy idzie wprost na Ciebie, a towarzyszy jej ten sam szaleńczy śmiech, co dzień wcześniej.
Próbujesz zachować trzeźwość umysłu.
Nie przewrócić się.
Nie poddać się.

Ale mocy kanoniera każdy musi ulec. Teraz już to wiesz.







Część II – Orodlin

Była środa. Jak zwykle pod koniec tygodnia, Fraa Ban zamiatała podłogę, nucąc sennie:
- Gerappaaaa...
Kiedy przez drzwi obrotowe, których nigdy nie było, wszedł Sztukmistrz z Lublina. Karczmarka podniosła na niego wzrok i spytała:
- Taa?
- Opracowałem nowy trik, panie Dyrektorze. Ten naprawdę się spodoba.
– odparł z entuzjazmem Sztukmistrz.
- Panie szanowny, do Dyrektora Cyrku to dwie przecznice dalej. – wyjaśniła Fraa – Barnaba, pokaż temu klientowi drzwi!
Wykidajło właśnie wyprowadzał zagubionego gościa z lokalu, gdy okiennice załomotały gwałtownie, a wiatr zawył rozpaczliwie w kominie. Płomień pod garnkiem z zupą dnia zgasł w kłębach dymu. Niebo zasnuło się stalowoszarymi, ciężkimi chmurami, które od czasu do czasu przecinała błyskawica w chabrowym odcieniu.
„Oho, Burz znów ma awanturę w pałacu...” – pomyślała bez większego zaangażowania Karczmarka, wytrzepując wycieraczkę prosto w szalejącą na zewnątrz wichurę.
Nagle wzrok kobiety padł na ogromny, złocisty wir, który zbliżał się z oszałamiającą prędkością do „Rozpasanego Korniszona”. Pani Ban ledwo zdążyła zgarnąć z lady swoją ściereczkę do wycierania kufli, gdy wszystko wokół rozmazało się i pochłonęło Karczmarkę w szaleńczy tan z czasem i przestrzenią.




(ostatnią erę zakończono wiekiem 883)



Ocknęła się na rynku. Ale wszystko wyglądało jakoś inaczej. Widziała inaczej. Ściany budynku Karczmy jakby odnowione, a w kolejce przed Pocztą jacyś cudzoziemcy.
Fraa wstała z zamierzeniem otrzepania z piasku spódnicy gdy spostrzegła, że palce ma połączone błoną, a ręce pokryte jasnozieloną łuską. Nie do końca rozumiejąc co się stało, pobiegła do domu, aby zerknąć w lustro.

Jakież było jej zdziwienie, kiedy w miejscu, w którym niegdyś miała swoją rezydencję, teraz szumiała wysoka trawa! Fraa skierowała się więc do pracowni Płatnerza.
Mężczyzna spojrzał na nią spode łba.
- Taa?
- Dzień dobry. Szukam tarczy.
- Udźwigniesz ty w ogóle jakąkolwiek, dobra kobieto?
- Mogę sobie coś wybrać?
- A proszę...
- odparł Płatnerz obojętnym tonem i machnął ręką w kierunku leżących obok wyrobów.
Pani Ban podeszła do czegoś opatrzonego ceną 12800 sztuk złota, zdmuchnęła z powierzchni kurz i przejrzała się w gładkiej powierzchni tarczy.

Jej oczom ukazała się persona z mimiki nieco podobna do niej samej, ale o żółtych, gadzich oczach. Skórę miała pokrytą zielonymi łuskami, a z tyłu kołysał się długi, biczowaty jaszczurzy ogon. Tylko buty i kiecka wyglądały jak dawniej.

- Errr... – zaczęła elokwentnie Fraa, po czym w panice wybiegła i skierowała się do Wieży Maga.
Czarodziej był jeszcze w szlafroku, kiedy kobieta zaczęła łomotać do jego drzwi. Otworzył powolnym ruchem, zmierzył ją wzrokiem, poprawił okrągłe okulary i zapytał:
- Taaa?
- No co „taaa”?! Spójrz na mnie! Co się ze mną stało?!
– zawołała histerycznie pani Ban.
Mag zarechotał z politowaniem i wpuścił przybyszkę. Posadził ją w wygodnym fotelu przy kominku, przyniósł napar z melisą i herbatniki, po czym wyjaśnił:
- Moja droga... - tu należy wyjaśnić, że wbrew pozorom nie był starym zboczeńcem – Najpierw powiedz mi proszę, z kim i z czym mieszkałaś do tej pory.
- Nooo... Rezydencję dzieliłam z Ulvem...
- Rasy. Mów mi o rasach i gatunkach, słonko.
– doprecyzował czarodziej z uśmiechem.
- Noo... On jest elfem. Poza tym mieliśmy... To znaczy on miał smoczycę, a ja wilka. A co?
- No to widzisz, jest tak: przez częsty kontakt ze smokiem trochę cię zmutowało w trakcie Fuzji.
- F tłakcie kułde szego?
- wybełkotała Fraa, plując przed siebie okruszkami herbatnika.
- Fuzji. – mag z anielskim spokojem strzepnął okruchy z kolan – Nie jesteś już w Altarze, w tej krainie, którą znałaś do tej pory. Tutaj jest Orodlin. Nastąpiła Fuzja. Wszystkich przeniosło. Niektórzy też ulegli takim skutkom ubocznym jak ty. Wiesz: smoczyca polizała cię w rękę czy coś, no i gotowe. Zmutowałaś. Ale nie ma co się martwić, mogło być gorzej. Przyzwyczaisz się.
- Nie chcę być jaszczuroczłekiem!
– zawołała Fraa – Zawsze byłam zwykłą ludzką kobietą i było mi z tym dobrze! Jak znów zostać człowiekiem?!
- Nie wiem, jeszcze nie opracowałem antidotum. Może kiedyś. Na razie musisz zaakceptować siebie taką, jaka jesteś. Ostatecznie, możesz rozciąć błony między palcami, jeśli bardzo będą ci przeszkadzać. Niektórzy tak robią. Barnaba tak zrobił i teraz rękawiczki musi nosić. Poza tym jest pewna, dość duża, szansa, że Fuzja i mutacja naładowały Cię magiczną energią. Czasem tak się dzieje. Warto by było zobaczyć, czy nie sprawdzisz się jako czarodziejka. Aha, jeszcze jedno...
- Taa?
- Z czasem mogą pojawić się u ciebie tiki nerwowe. Aaa, no właśnie...
– mag zamilkł, obserwując jak Fraa zmiata błyskawicznym ruchem ogona stojącą obok wazę – No i to by było na tyle. Za melisę i herbatniki należy się czypiędziesiąt.
- Co?
- Trzy pięćdziesiąt, przecież mówię.
– czarodziej wyciągnął dłoń w oczekiwaniu.





Jaszczuroczłeczka weszła przez zaplecze do karczmy i rozejrzała się ciekawie po towarzystwie. Jak zwykle: jakiś elf spał pod ścianą przytulony do butelki wina. Krasnolud drzemał przy stole obok. Drobna kobiecinka pochrapywała oparta o ramię postawnego mężczyzny. Fraa pokręciła głową i weszła po skrzypiących schodach na piętro, schylając się lekko przy przechodzeniu przez niskie drzwi. W drugiej sali również było pusto. Kilka pokracznych postaci siedziało rozrzuconych między ławami i każdy czekał na lepsze czasy.
Fraa wyszła na zewnątrz i rozejrzała się po placu. W oddali widziała wiele znajomych twarzy, ale nigdzie tej, której szukała. Pełna złych przeczuć, Karczmarka zaczęła śledzić wzrokiem mijane istoty. Skierowała się do Pałacu.

Szeroką alejką obsadzoną cyprysami dotarła wreszcie do podwojów. Mosiężne, misternie rzeźbione drzwi otworzyły się bezszelestnie, a podstarzały ochmistrz skłonił się nieznacznie, wbijając w przybyszkę niewidzące spojrzenie. Fraa minęła długi hall i zapukała do niewielkich, drewnianych drzwiczek opatrzonych tabliczką z napisem "Spis mieszkańców".
Dał się słyszeć jakiś chrobot i szelest papierów. Po chwili wypełnionej jedynie kłapaniem miękkich kapci na kamiennej posadzce, drzwi uchyliły się i ukazał się w nich stary, zgarbiony (jakby wyprostowany nie był dostatecznie niski), pomarszczony gnom. Poprawił okulary na garbatym nosie i zawołał ku górze:
- Taaak?!
- Dzień dobry
- odparła Fraa, pochylając się. - Ja mam taką sprawę... Gdzie mogę znaleźć Uvantolainena?
Gnom zamrugał oczami i przejrzał zalegające na biurku papiery. Przejrzał je jeszcze raz.
- U-van-to-lai-nen? Na pewno?
- Albo Ulv... Nie wiem jak jest zapisany w księgach.
- Nikogo takiego nie ma
- odparł z całym przekonaniem urzędnik i cmoknął z zadowoleniem.
- Jak to: nie ma? Musi być, zawsze był! Proszę sprawdzić jeszcze raz! - Fraa wybałuszyła na rozmówcę oczy, ale ten tylko przestąpił z nogi na nogę i zaczął nerwowo zerkać to na klepsydrę zawieszoną nad biurkiem, to na drzwi.
- Już wychodzę, już... - wymruczała załamana Karczmarka i wyszła. Za nią drzwi z hukiem się zatrzasnęły.

Fraa opuściła Pałac i, odruchowo, wróciła do karczmy. Tam usiadła nieprzytomnie na zydelku i wymamrotała wreszcie:
- Wymazali z ksiąg Ulva... Nie ma go... Zniknął z miasta.
- Co się stało?
- zapytał ktoś, ale Fraa nie zwróciła uwagi, kto.
- Jestem wdową...
- Przecież nawet nie byłaś zamężna!
- zdziwił się ten sam głos.
- Stul dziób, buraku! Zabili Ulva! - zdenerwowała się Karczmarka i zamachała wściekle ogonem, szczerząc ostrzegawczo żółte, ostre zębiska.

Później dopiero do uszu Karczmarki dotarł rozdzierający pisk i lament. Jak się okazało, nie tylko Ulv zniknął bez śladu. Zasłużony mieszkaniec, Nemorth, również został wymazany z ksiąg. Jego córka jako pierwsza się o tym dowiedziała.

Fraa długo nie mogła otrzasnąć się z szoku. Nie wierzyła, że Uvantolainena ścięto w jakimś tajemnym lochu. Właściwie za co? Karczmarka uczepiła się tej ostatniej nadziei: że Ulv, nikomu o niczym nie mówiąc, wykorzystując jakieś dziwne czystki, o których się dowiedział, wypłynął na szeroki ocean, żeby rabować, gwałcić i palić.
Jedyną metodą, żeby to sprawdzić, było wyruszenie jego domniemanym śladem. Fraa musiała tylko przezwyciężyć dane przez bogów ograniczenia i nauczyć się posługiwać magią na morzu...

Kwestia czasu.













Leszu i Sleszu do władzy!
http://img517.imageshack.us/img517/7634/lisbx0.jpg




„Mieszkam w wysokiej wieży otoczonej fosą
Mam parasol, który chroni mnie przed nocą
Oddycham głęboko, stawiam piedestały
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały

Stawiam świat na głowie do góry nogami
Na odwrót i wspak bawię się słowami
Na białym czarnym kreślę jakieś plamy
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały

Mieszkam w wysokiej wieży, ona mnie obroni
Nie walczę już z nikim, nie walczę już o nic
Palą się na stosie moje ideały
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały

Stawiam świat na głowie do góry nogami
Na odwrót i wspak bawię się słowami
Na białym czarnym kreślę jakieś plamy
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały"


Wieża radości, wieża samotności” - Sztywny Pal Azji




„Tylko konia osiodłać i przez wrzosowiska
Tam gdzie elfy i czarownice
A przydrożne kamienie imiona celtyckie
Dumnie noszą jak tajemnice

Tylko konia osiodłać i przez wrzosowiska
Myślą z samym ścigać się Bogiem
Czarne myśli powkładać jak drwa do ogniska
Gdy noc chmurna zastąpi ci drogę

Ref: Ach śnij mi się śnij irlandzki śnie
Całego porwij mnie, hej! Porwij mnie
Od morza niech wiatr poniesie mnie gdzieś
W irlandzki zielony sen

Tylko konia osiodłać i przez wrzosowiska
Nad leśnego ruczaju kryształem
Woda moc ma czarowną, koń siły odzyska
Nad bezdrożem przeleci jak strzała

Tylko konia osiodłać i przez wrzosowiska
Jak przez miłość do rudej dziewczyny
Kiedy w dali zabłyśnie nadzieja jak iskra
Spadła gwiazda czy wioska w dolinie

Wreszcie konia przywiązać i do drzwi zapukać
Ucałować te włosy jak płomień
I w modlitwie dziękczynnej spokoju poszukać
I w ciemności popłakać jak człowiek"


Irlandzki sen




„Zakochał się John w pięknej Sally
Łej hej, w babie ze stali
Spał z nią nawet wtedy, gdy inni się bali
Potem popłynął w rejs.

Łej hej opowiem wam o Sally
Łej hej o babie ze stali
Opowiem wam dziś, jak ona się...
Tylko piwa dajcie mi!

Żadna się równać nie może z Sally
Łej hej z babą ze stali
Gdy strzelisz w pysk, każda jedna się żali
Tylko Sally jeszcze chce.

Na morzu John, na lądzie Sally
Łej hej, baba ze stali
Wróciłby może, lecz się nie pali
Sally radę sobie da

Lecz nie mógł John zapomnieć o Sally
łej hej, o babie ze stali
Płynęli, czy też na kei stali
Widział jej potężną pierś

I wreszcie wrócił John do Sally
Łej hej, do baby ze stali
I dostał kopniaka, aż drzwi rozwalił
Za próg nie wpuściła go."


Baba ze stali







A tę zakładkę dedykuję płci zwanej piękną.




Pewien piękny, słoneczny dzień w "Wyszczerbionym Toporze":

Nessa ID:5735: uu dopiero ee to przez ten link który do karczmy wstawiłam jakiś czas temu Ice tyż wyleciał i wiele osób
(...)
Nessa ID:5735: Turi ale większość osób to ten link ode mnie dostała
(...)
Nessa ID:5735: oo ja wywaliłam Athana i Vendelika oo i Fiema Taja i tych co w karczmie byli wtedy
(...)
Nessa ID:5735: Roken a wiesz że ja za ten link ostrzeżenie dostałam jak znów
(pragnę zwrócić szczególną uwagę na użyte "znów", sugerujące jednoznacznie, że Autorka tych słów co najmniej raz już ów link wysłała - przyp. red.) komuś wyśle to ban xD


Parę godzin później:

Wdowa Fraa ID:132: Nessa, nie musisz komuś jakiegoś linka podesłac? ;]
Nessa ID:5735: Fraa ja linków nie podsyłam nikomu
(podkreślenie - red.).... a jak ci nie pasuje że tu jestem to twój problem




Nic dodać, nic ująć. A Orodlińczykom gratulujemy obłudy.





Jeden, który pamiętał o moich 666-nych urodzinach... Dziękować.
- Gracz Roken, ID 359, przekazał(a) Ci 666 sztuk złota.




Imię: FRAA - Frywolnie Rozbrykana Anty Abstynentka (by Graffi)
Nazwisko: BAN - Bandytka Alkoholizująca Nieletnich, ew. Białogłowa Aczkolwiek Nietrzeźwa (by Saur)





# Saur Radosny: kurcze tylko Fraa ma jedna wade... na zywo juz nie jest tak chetna do nalewania wina
# Bombur: ona chlehje s sama
# Saur Radosny: sama wypija
# Beerserker: heh... sama wszystko wypija... ;]

To oczywiście tylko parszywe plotki.






Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 3 Piwo porter (+0).

Mwahaha! Opłaca się pisać do "Głosu Orodlinu", wiecie? Ale to już nieważne, bo to JA dostałam porterki! ;]




Wygrałam! Wpisy z dziennika z 2008-09-16, godzina 21:20:47 - 21:30:30



Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 150 sztuk(i) drewna z wiązu.

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 400 sztuk(i) drewna cisowego.

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 616 sztuk(i) drewna z leszczyny.

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 361 sztuk(i) drewna sosnowego.

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 28 nasiona Dynallca.

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 28 nasiona Nutari.

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 281 Dynallca.

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 271 Nutari.

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 400 Illanias.

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 666 Illani.

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 1 sztuk(i) Smoczy Topór żołnierski z brązu (atak: +490, wytrz: 80/80).

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 1 sztuk(i) Smocze Nagolenniki lamelkowe ze stali (+874).

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 1 sztuk(i) Smocza Zbroja łuskowa z mosiądzu (obr: +1877, zr: -20%, wytrz: 154/160).

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 436 sztuk mithrilu

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 70 sztuk(i) Mały puklerz z miedzi (obr: +1, wytrz: 20/20).

Gracz Naczelny , ID 6878, przekazał(a) Ci 131728563 sztuk złota.



Żywiołak - "Psychoteka"


Między niebem, a piekłem
Pośród słynnych bezdroży.
Co je lotem starannie mija duch boży.
Stoi stara karczma w której widma opojów
Święcą tryumfy szałów swych pijackich znojów.

Sam Mefisto wpada.
W karczmie tej zasiada.
Zmora z najgorszego snu
Też na pewno czeka tu.

Skąpiec co umierając
Połknął swoje ametysty.
Znajdzie tu za dwa grosze nocleg wiekuisty.
I zbrodniarz, co w nożu ujął całą swą wiarę
Zdoła tutaj nie jedną nadybać ofiarę.

Cała karczma nasza w otchłań się zatacza.
Zmora z najgorszego snu woła Ciebie: „Przychodź tu!!”

Nierządnica żmija mizdrzy się do tłuściocha
Co przed śmiercią się w niej lubieżnie zakochał.
Grają też grajkowie wściekle w swojej kapeli.
Cały tłum szalony w pląsach się weseli.

Jedna koło pieca siedzi tylko starucha.
Mać pięciorga wisielców – wrzawy tej nie słucha.
Posępnie skulona znów wspomina po cichu
Pierwszą cudną miłość spełnioną na strychu.

Nagle podskoczyła.
Dzbana wychyliła.
Polkę w oka mgnieniu
Zagrała na grzebieniu.
Dodatki
W grze: 3
Rekord: 115 (2007-11-26 20:05:44)
Dotacje
Facebook